Lubię taką pogodę. Niby jeszcze śnieg zalega po trawnikach, niby jeszcze nad ranem mróz, ale już w powietrzu czuje się wiosnę. Już jest cieplej i słonko grzeje, jakby próbowało nadrobić stracone miesiące.
Magisterka w polu. Faza "na co się porwałam, nigdy tego nie skończę" trwa. Niby powoli rozpracowuję piosenki, ale zaczynam poważnie obawiać się, czy zdążę na pierwszy termin obrony. Który w moim przypadku prawie na pewno będzie jedynym, bo później może zabraknąć motywacji.
Keszowanie za Uśmiech powoli trwa. W ramach akcji znalazłam jakieś.. 46 czy 47 skrzynek, więc jak do tej pory na konto Operation Smile (o, przepraszam, od jakiegoś czasu Operation Smile Train)powędrowało 15$ czyli 6% kosztu operacji jednego malucha. Do końca daleka droga, ale kiedyś się uda :) Na razie planuję akcję trochę innego typu, tym razem na rzecz Sanctuary for Kids - kanadyjskiej fundacji pomagającej między innymi Nepal Orphans Home ;)
Porwałam się na coś jeszcze (tak, tak, niby przednówek i snuję się jak duch, bez chęci do życia, ale imam się projektów wszelkiej maści jak rzep psiego ogona - syndrom unikania magisterki? :P) - złożenie biuletynu koła naukowego Linguana. Przeglądam materiały i mam huśtawkę, raz stwierdzam, że to prościzna, raz - że po raz kolejny się przeceniłam. Anyway, dziś wieczorkiem albo jutro odpalam Scribusa i zaczynam walkę. Trzymajcie kciuki!
A ułomki chleba, które zostaną, rozdaj tym, którzy nie wierzą w swój głód...
sobota, 5 marca 2011
piątek, 18 lutego 2011
To tylko film
Bah, zabiłam herbatę. Dobrze chociaż, że to czarna, bo zielonej po przeparzeniu nie da się pić. A tak to tylko szkoda sakurowej, jeszcze z dawnej, dawnej wymianki postcrossingowej.
Ale ja nie o tym :P
To tylko film. Ile razy tak człowiekowi powtarzali, jak za bardzo przeżywał jakąś scenę, był poruszony śmiercią bohatera itd? To tylko film, on zaraz wstanie i pójdzie na kawę z tym, co go zastrzelił.
Ale przecież ktoś to musiał zagrać. I o ile śmierć od kuli nie jest taka znowu stresująca do zagrania - moim zdaniem o wiele trudniej zagrać śmierć cichą, naturalną, trzeba się bardziej przełamać - bo to jednak chyba jakaś obawa przed faktyczną śmiercią... o tyle są sceny, w których gra ociera się o samo przeżycie. Wiadomo, odgrywa się takie sceny z tymi, do których ma się zaufanie, wszyscy na planie dbają o to, by aktor/aktorka czuli się jak najbardziej komfortowo, ale mimo wszystko...
Kto ciekaw, o czym mówię: przymusowa "kąpiel" Helen w Sanctuary s2e05. Tyle.
Podziwiam, chapeaux bas i w ogóle respect dla Amandy.
Cliffhangerów nie lubię. Zwłaszcza takich w środku sezonu. I choć wiadomo, że przeżyją w ten czy inny sposób (bo na SyFy już zapowiedziało 4 sezon), to czekanie do połowy kwietnia jest wkurzające :P
Na dzisiaj chyba tyle.
Jutro robótkami się pochwalę. Bo przy dobrym serialu szybciej się dziubie, a na tapecie mała wyszywanka dla s. Tobiaszy. Tak o, za uśmiech.
Suteki da ne?
Ale ja nie o tym :P
To tylko film. Ile razy tak człowiekowi powtarzali, jak za bardzo przeżywał jakąś scenę, był poruszony śmiercią bohatera itd? To tylko film, on zaraz wstanie i pójdzie na kawę z tym, co go zastrzelił.
Ale przecież ktoś to musiał zagrać. I o ile śmierć od kuli nie jest taka znowu stresująca do zagrania - moim zdaniem o wiele trudniej zagrać śmierć cichą, naturalną, trzeba się bardziej przełamać - bo to jednak chyba jakaś obawa przed faktyczną śmiercią... o tyle są sceny, w których gra ociera się o samo przeżycie. Wiadomo, odgrywa się takie sceny z tymi, do których ma się zaufanie, wszyscy na planie dbają o to, by aktor/aktorka czuli się jak najbardziej komfortowo, ale mimo wszystko...
Kto ciekaw, o czym mówię: przymusowa "kąpiel" Helen w Sanctuary s2e05. Tyle.
Podziwiam, chapeaux bas i w ogóle respect dla Amandy.
Cliffhangerów nie lubię. Zwłaszcza takich w środku sezonu. I choć wiadomo, że przeżyją w ten czy inny sposób (bo na SyFy już zapowiedziało 4 sezon), to czekanie do połowy kwietnia jest wkurzające :P
Na dzisiaj chyba tyle.
Jutro robótkami się pochwalę. Bo przy dobrym serialu szybciej się dziubie, a na tapecie mała wyszywanka dla s. Tobiaszy. Tak o, za uśmiech.
Suteki da ne?
wtorek, 8 lutego 2011
O jak...
O P A T R Z N O Ś Ć
Opatrzność czyli splot mnóstwa drobiazgów, większych i mniejszych wydarzeń i okoliczności, prowadzący do pewnego spotkania.
A później, znów - chwile, zdarzenia, doświadczenia, prowadzące do stworzenia takiej właśnie, a nie innej - wyjątkowej więzi. I wzorem Lisa zostaję oswojona.
Opatrzność czyli ten podszept, który kieruje tam, gdzie czeka czyjaś ciepła dłoń, spojrzenie, słowa...
Opatrzność czyli autobus z Kóz podjeżdżający na dworzec, gdy zaczynam się rozklejać.
Opatrzność czyli splot mnóstwa drobiazgów, większych i mniejszych wydarzeń i okoliczności, prowadzący do pewnego spotkania.
A później, znów - chwile, zdarzenia, doświadczenia, prowadzące do stworzenia takiej właśnie, a nie innej - wyjątkowej więzi. I wzorem Lisa zostaję oswojona.
Opatrzność czyli ten podszept, który kieruje tam, gdzie czeka czyjaś ciepła dłoń, spojrzenie, słowa...
Opatrzność czyli autobus z Kóz podjeżdżający na dworzec, gdy zaczynam się rozklejać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)