- Oj, a co to masz w kieszeni?
- Gumę do żucia.
- Spore jak na gumę do żucia...
- Dużą gumę. (Ooki gamu...)
Kto zgadnie z czego powyższe, dostanie zakładkę :P
To tak w ramach odstresowywania się zgodnie z radą Amandy Tapping:
Q6 - @nutmastic - I'd just completed my exams and am (still) stressed out over the whole thing. What do you do to "destress"? (:
A6 - I laugh. A lot. At everything. And I play with Olivia. Cause you can't be stressed around a 6 year old. :)
(Source: TappingTuesday tweets)
Jako że sześciolatka nie mam skad wypożyczyć, pozostaje mi rechot z haremówek-romansideł. Jak nie pomoże, to zawsze jest herbata melisowo-pomarańczowa, albo i insza zielona.
A propos haremówek: powoli określam jaki jest mój ulubiony typ bohaterki ^^ to znaczy, jakie panie muszą się pojawić, żeby mnie wciągnęło :P
Tyle na dziś. Post wrocławski jeszcze dojrzewa, a na razie wzywają Indie i Ibis.
Suteki da ne...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amanda tapping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amanda tapping. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 maja 2011
piątek, 18 lutego 2011
To tylko film
Bah, zabiłam herbatę. Dobrze chociaż, że to czarna, bo zielonej po przeparzeniu nie da się pić. A tak to tylko szkoda sakurowej, jeszcze z dawnej, dawnej wymianki postcrossingowej.
Ale ja nie o tym :P
To tylko film. Ile razy tak człowiekowi powtarzali, jak za bardzo przeżywał jakąś scenę, był poruszony śmiercią bohatera itd? To tylko film, on zaraz wstanie i pójdzie na kawę z tym, co go zastrzelił.
Ale przecież ktoś to musiał zagrać. I o ile śmierć od kuli nie jest taka znowu stresująca do zagrania - moim zdaniem o wiele trudniej zagrać śmierć cichą, naturalną, trzeba się bardziej przełamać - bo to jednak chyba jakaś obawa przed faktyczną śmiercią... o tyle są sceny, w których gra ociera się o samo przeżycie. Wiadomo, odgrywa się takie sceny z tymi, do których ma się zaufanie, wszyscy na planie dbają o to, by aktor/aktorka czuli się jak najbardziej komfortowo, ale mimo wszystko...
Kto ciekaw, o czym mówię: przymusowa "kąpiel" Helen w Sanctuary s2e05. Tyle.
Podziwiam, chapeaux bas i w ogóle respect dla Amandy.
Cliffhangerów nie lubię. Zwłaszcza takich w środku sezonu. I choć wiadomo, że przeżyją w ten czy inny sposób (bo na SyFy już zapowiedziało 4 sezon), to czekanie do połowy kwietnia jest wkurzające :P
Na dzisiaj chyba tyle.
Jutro robótkami się pochwalę. Bo przy dobrym serialu szybciej się dziubie, a na tapecie mała wyszywanka dla s. Tobiaszy. Tak o, za uśmiech.
Suteki da ne?
Ale ja nie o tym :P
To tylko film. Ile razy tak człowiekowi powtarzali, jak za bardzo przeżywał jakąś scenę, był poruszony śmiercią bohatera itd? To tylko film, on zaraz wstanie i pójdzie na kawę z tym, co go zastrzelił.
Ale przecież ktoś to musiał zagrać. I o ile śmierć od kuli nie jest taka znowu stresująca do zagrania - moim zdaniem o wiele trudniej zagrać śmierć cichą, naturalną, trzeba się bardziej przełamać - bo to jednak chyba jakaś obawa przed faktyczną śmiercią... o tyle są sceny, w których gra ociera się o samo przeżycie. Wiadomo, odgrywa się takie sceny z tymi, do których ma się zaufanie, wszyscy na planie dbają o to, by aktor/aktorka czuli się jak najbardziej komfortowo, ale mimo wszystko...
Kto ciekaw, o czym mówię: przymusowa "kąpiel" Helen w Sanctuary s2e05. Tyle.
Podziwiam, chapeaux bas i w ogóle respect dla Amandy.
Cliffhangerów nie lubię. Zwłaszcza takich w środku sezonu. I choć wiadomo, że przeżyją w ten czy inny sposób (bo na SyFy już zapowiedziało 4 sezon), to czekanie do połowy kwietnia jest wkurzające :P
Na dzisiaj chyba tyle.
Jutro robótkami się pochwalę. Bo przy dobrym serialu szybciej się dziubie, a na tapecie mała wyszywanka dla s. Tobiaszy. Tak o, za uśmiech.
Suteki da ne?
sobota, 18 grudnia 2010
G.O.D.
Skąd tytuł? A bo tak ^^
Bo wczoraj na pół śpiąco doczołgałam się na zbiórkę na wyjazd do Skrzatusza (czuwanie pod hasłem Przymierz Miłość) tylko po to, żeby dowiedzieć się, że osoba dla której tam jechałam brzydko się przeziębiła. Nu ale wyjazd opłacony, to pakujem się w haftokar i jedziem.
.... (times passes)....
Wczoraj było trzy miesiące temu ^^" Ale wyjazd jeszcze pamiętam. Najważniejsze były dwie sprawy.
Sprawa uno pierwsze: do czego służy komórka czyli transmisja na żywo. I człowiek może przynajmniej "duchem" uczestniczyć w spotkaniu. I uno drugie: jakoś tak w pewnym momencie przyszło mi do głowy uzupełnienie tamtego scenariusz. Jak tylko zbiorę chęci, to może dokończę.
Bo tak poza tym, czuwanie... było. Mocno "młodzieżowe" było. Zabrakło mi chwili skupienia, wyciszenia... bo nawet w trakcie Namiotu co chwila muzyczni szaleli...
Ale poznałam człowieka :) I było miło. Pozdrawiam cię, Człowieku, jeśli akurat to przypadkiem czytasz ;)
.... (times passes)...
Back to 18th December.
A co dzisiaj?
Dłubię krzyżykowo obrazki dla babć. Jedna dostanie Maryję od Nieustającej Pomocy (ta już skończona, oprawiona), druga JP2 - to niestety wciąż na warsztacie, brązy tworzące genialny efekt sepii śnią mi się po nocach...
Tyle z tego dobrego, że dziergając, wciągam seriale.
1. Kości i House na bieżąco - w tej chwili bardziej dla zawirowań w głównych pairingach (Bones/Booth, House/Cuddy) niż dla czegokolwiek innego, ale zawsze. Szkoda, że czeka nas dłuższa świąteczna przerwa.
2. Xena - zaczynam sezon 6, ostatni. Całość mocno się zmieniła od pierwszego. Cóż, obejrzę do końca, ale na re-watche późniejsze odcinki raczej szans większych nie mają.
3. Stargate SG-1 - tak, do tego przymierzałam się od dawna. Są odcinki lepsze i gorsze, raczej oglądam dla konkretnych postaci, ew dla kosmitów, ale potrafię zrozumieć, skąd tak wielki fandom i obrona tej serii.
4. Sanctuary - jak już się stwierdziło, że ulubioną postacią w SG jest Samantha Carter, to wypada przecież sprawdzić, co Amanda Tapping jeszcze zrobiła, prawda? Pierwszy odcinek obejrzany na sieci z lektorem - wrażenie pozytywne, ale nie na tyle, żeby wciągać się w kolejny tytuł. Drugi już w oryginale - i tu wsiąkłam :P AT nadała dr Helen Magnus brytyjski akcent. Wprawdzie znawcy tematu (czyt. nativi) twierdzą, że nie do końca brytyjski i momentami uciekający, ale ja się w nim zakochałam. A odcinek 1x09 Requiem sprawił, że w moim osobistym rankingu serial ten tytuł powędrował na drugie miejsce, tuż za Dotyk Anioła. Kto ciekaw, niech obejrzy.
Po pierwsze - genialne odwrócenie sytuacji z otwarcia odcinka i nagle te same spojrzenia rozumiemy zupełnie inaczej. Po drugie samo otwarcie, przez które przez dłuższy czas czekamy na odwrócenie ról lub przynajmniej na "podzielenie się" przypadłością (kurczę, ciężko pisać, żeby nie zaspojlerować). No i po trzecie sama AT - (tu już spojlera nie uniknę) - genialna scena śmierci, jeszcze genialniejsze uśmieszki, które budzą ciary, a po chwili wyglądają najniewinniej w świecie. Czapki z głów!
Na deser taka lub inna animka. Ostatnio Yakitate! Japan - historyjka o piekarzach i chlebku i innym pieczywie. Wrażenia? Niech wystarczy za nie fakt, że nabrałam ostatnio ochoty na świeże pieczywko, takie chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku - że zasypuję mamę ciekawostkami o chlebie - i że w poświątecznych planach mam pieczenie chleba w maszynie do ryżu :D
Tyle na dzisiaj. Już i tak długi post wyszedł i wszyscy pewnie w połowie się pospali ;)
Bo wczoraj na pół śpiąco doczołgałam się na zbiórkę na wyjazd do Skrzatusza (czuwanie pod hasłem Przymierz Miłość) tylko po to, żeby dowiedzieć się, że osoba dla której tam jechałam brzydko się przeziębiła. Nu ale wyjazd opłacony, to pakujem się w haftokar i jedziem.
.... (times passes)....
Wczoraj było trzy miesiące temu ^^" Ale wyjazd jeszcze pamiętam. Najważniejsze były dwie sprawy.
Sprawa uno pierwsze: do czego służy komórka czyli transmisja na żywo. I człowiek może przynajmniej "duchem" uczestniczyć w spotkaniu. I uno drugie: jakoś tak w pewnym momencie przyszło mi do głowy uzupełnienie tamtego scenariusz. Jak tylko zbiorę chęci, to może dokończę.
Bo tak poza tym, czuwanie... było. Mocno "młodzieżowe" było. Zabrakło mi chwili skupienia, wyciszenia... bo nawet w trakcie Namiotu co chwila muzyczni szaleli...
Ale poznałam człowieka :) I było miło. Pozdrawiam cię, Człowieku, jeśli akurat to przypadkiem czytasz ;)
.... (times passes)...
Back to 18th December.
A co dzisiaj?
Dłubię krzyżykowo obrazki dla babć. Jedna dostanie Maryję od Nieustającej Pomocy (ta już skończona, oprawiona), druga JP2 - to niestety wciąż na warsztacie, brązy tworzące genialny efekt sepii śnią mi się po nocach...
Tyle z tego dobrego, że dziergając, wciągam seriale.
1. Kości i House na bieżąco - w tej chwili bardziej dla zawirowań w głównych pairingach (Bones/Booth, House/Cuddy) niż dla czegokolwiek innego, ale zawsze. Szkoda, że czeka nas dłuższa świąteczna przerwa.
2. Xena - zaczynam sezon 6, ostatni. Całość mocno się zmieniła od pierwszego. Cóż, obejrzę do końca, ale na re-watche późniejsze odcinki raczej szans większych nie mają.
3. Stargate SG-1 - tak, do tego przymierzałam się od dawna. Są odcinki lepsze i gorsze, raczej oglądam dla konkretnych postaci, ew dla kosmitów, ale potrafię zrozumieć, skąd tak wielki fandom i obrona tej serii.
4. Sanctuary - jak już się stwierdziło, że ulubioną postacią w SG jest Samantha Carter, to wypada przecież sprawdzić, co Amanda Tapping jeszcze zrobiła, prawda? Pierwszy odcinek obejrzany na sieci z lektorem - wrażenie pozytywne, ale nie na tyle, żeby wciągać się w kolejny tytuł. Drugi już w oryginale - i tu wsiąkłam :P AT nadała dr Helen Magnus brytyjski akcent. Wprawdzie znawcy tematu (czyt. nativi) twierdzą, że nie do końca brytyjski i momentami uciekający, ale ja się w nim zakochałam. A odcinek 1x09 Requiem sprawił, że w moim osobistym rankingu serial ten tytuł powędrował na drugie miejsce, tuż za Dotyk Anioła. Kto ciekaw, niech obejrzy.
Po pierwsze - genialne odwrócenie sytuacji z otwarcia odcinka i nagle te same spojrzenia rozumiemy zupełnie inaczej. Po drugie samo otwarcie, przez które przez dłuższy czas czekamy na odwrócenie ról lub przynajmniej na "podzielenie się" przypadłością (kurczę, ciężko pisać, żeby nie zaspojlerować). No i po trzecie sama AT - (tu już spojlera nie uniknę) - genialna scena śmierci, jeszcze genialniejsze uśmieszki, które budzą ciary, a po chwili wyglądają najniewinniej w świecie. Czapki z głów!
Na deser taka lub inna animka. Ostatnio Yakitate! Japan - historyjka o piekarzach i chlebku i innym pieczywie. Wrażenia? Niech wystarczy za nie fakt, że nabrałam ostatnio ochoty na świeże pieczywko, takie chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku - że zasypuję mamę ciekawostkami o chlebie - i że w poświątecznych planach mam pieczenie chleba w maszynie do ryżu :D
Tyle na dzisiaj. Już i tak długi post wyszedł i wszyscy pewnie w połowie się pospali ;)
Etykiety:
amanda tapping,
AT,
bones,
film,
house,
kośc,
rekolekcje,
rękodzieło,
sanctuary,
serial,
stargate,
xena
Subskrybuj:
Posty (Atom)