To nie tak, że nie piszę, bo nie mam o czym. Wręcz przeciwnie, zbyt wiele myśli kłębi się w mojej głowie, doprasza uwagi, a gdy zaczynam skupiać się na jednej z nich, inne stają się zazdrosne i atakują tak zaciekle, że ta pierwsza ucieka. Dlatego na razie nie staram się zrozumieć, a jedynie... jakby to ująć... kontempluję? Chyba tak można nazwać te chwile poświęcone przyglądaniu się pewnym sprawom. Samemu przyglądaniu, bo zrozumienie, czemu tak uparcie do mnie wracają, wciąż mi się wymyka.
Bo na przykład. Zwykła sprawa, bitwa śnieżna. Podcinam człowiekowi nogi, a jednocześnie podtrzymuję. Bo rymnąć na plecy - nawet w śnieg - to żadna atrakcja. Więc podtrzymuję. I czuję ten kochany ciężar na ręce. I co z tego wynika? Mówiłam już - nie wiem. A przecież wciąż i wciąż to do mnie wraca.
Albo znowu. Mała tradycja spotkań z pewną osobą: słodki drobiazg. Przed wyjazdem - zamieszanie z pakowaniem, zapomniane kapcie - wyleciało mi z głowy. Wrocław - poranny mróz, że nosa z poczekalni nie wyściubi. Katowice? Spóźnienie, chłopak grający Dżem w przejściu i znowu - zapomniałam. Bielsko. Za mało czasu do przyjazdu autobusu, nie chciałam wchodzić do marketu - autobus jak na złość przyjechał dużo później. Dopiero trzeciego dnia był i czas, i okazja, żeby się w drobiazg zaopatrzyć. I akurat ten dzień był dla tej osoby smutny, więc drobiazg był jak znalazł. Przypadek? Opatrzność? God knows.
Drobiazgi? Możliwe. Ale przecież z drobiazgów składają się wielkie całości. Jedno ziarnko ryżu może przeważyć szalę, jedna kropla może przepełnić puchar, jedna dodatkowa cegła może zawalić wieżę - albo być jej pięknym zwieńczeniem.
Dlatego ufam, że kiedyś zrozumiem. A nawet jeśli nie - jestem wdzięczna za te doświadczenia. Bo każde z nich coś we mnie pozostawia, coś tworzy.
wtorek, 16 lutego 2010
środa, 3 lutego 2010
1830km...
1830 km - tyle zgodnie z biletami kolejowymi i mapami google przejechałam w ostatnim tygodniu na trasie Słupsk-Wrocław-Bielsko Biała-Nowy Sącz-Kraków-Słupsk :) Godzin spędzonych w trasie nie liczę, bo nie warto. Warto za to było je poświęcić, żeby spędzić te kilka godzin/dni z ludźmi o naprawdę gorrrrących sercach (co przy takich mrozach i śniegach jakie mamy tej zimy dało się wyraźnie odczuć).
Świat byłby taki ubogi
gdybyśmy się nie spotkali
bo nasza miłość ubogaca świat
ty kochasz mnie, a ciebie ja
Ta prosta pioseneczka stała się nieoficjalnym hymnem 3-dniowych rekolekcji w Bielsku Białej Lipniku, odbywających się pod hasłem Więcej Miłości - teraz i w przyszłości. Śpiewaliśmy ją praktycznie wszędzie - na modlitwach, spotkaniach, pogodnych, podczas dyżurów, a nawet - jak zaczęliśmy marznąć - na Bielskim PKSie :P
Niby tylko 3 dni, ale wydarzyło się tyle, że nie wiadomo, o czym opowiadać. Bo przecież ani konferencje, ani praca w grupach, ani piłkarzyki, ani niemal rozpustne posiłki, ani nawet tańce i insze wygłupy na śniegu nie przeszły bez echa. Więc może na razie tylko tyle. Że byłam i że coś we mnie po nich zostało. Wspomnienia i ważkie pytania. Nowe znajomości. I chęć na powtórkę w czerwcu. A szczegóły może później, przy innej okazji :)
Świat byłby taki ubogi
gdybyśmy się nie spotkali
bo nasza miłość ubogaca świat
ty kochasz mnie, a ciebie ja
Ta prosta pioseneczka stała się nieoficjalnym hymnem 3-dniowych rekolekcji w Bielsku Białej Lipniku, odbywających się pod hasłem Więcej Miłości - teraz i w przyszłości. Śpiewaliśmy ją praktycznie wszędzie - na modlitwach, spotkaniach, pogodnych, podczas dyżurów, a nawet - jak zaczęliśmy marznąć - na Bielskim PKSie :P
Niby tylko 3 dni, ale wydarzyło się tyle, że nie wiadomo, o czym opowiadać. Bo przecież ani konferencje, ani praca w grupach, ani piłkarzyki, ani niemal rozpustne posiłki, ani nawet tańce i insze wygłupy na śniegu nie przeszły bez echa. Więc może na razie tylko tyle. Że byłam i że coś we mnie po nich zostało. Wspomnienia i ważkie pytania. Nowe znajomości. I chęć na powtórkę w czerwcu. A szczegóły może później, przy innej okazji :)
niedziela, 17 stycznia 2010
Zima i Mizuho
Zimowy pejzaż powoli się dłubie. Bardzo powoli, bo jak ktoś sobie narobił zaległości w pracach domowych, to nie może spędzić przyjemnych wieczorów z filmem i xxx.

Do przyszłej zimy skończę :D
A teraz obiecana recenzja :)
Onegai Teacher: Mizuho & Kei Diary autorstwa pana ukrywającego się pod nickiem Go Zappa.
Jest to kolejna nowelka (nie mylić z polską nowelą!) oparta na anime, która wpadła w moje łapki. I tak jak OMG: First End okazał się trafionym zakupem, tak Pamiętnik Mizuho i Kei'a rozczarował.
Zgodnie z posłowiem opowieść miała być nie tyle sfabularyzowaniem anime, co dodaniem kilku epizodów, które z różnych przyczyn nie mogły się znaleźć w serialu. Książka skupia się wokół pary głównych bohaterów, częściowo powtarzając to, co już znamy, a częściowo dopowiadając szczegóły po zapadnięciu kurtyny czy też zmroku.
Nie przeczę, Mizuho bojąca się kota jest naprawdę smacznym kąskiem dla fana serialu. Na pochwałę zasługują również ilustracje - przedstawiające głównie panie. A jednak całości bliżej do fanfiku - i to nie najwyższych lotów - niż do porządnej nowelki. W wielu miejscach przebija fakt, że jest to tłumaczenie z japońskiego. Spora ilość błędów i dziwnych konstrukcji składniowych nasuwa podejrzenie, że tekst nie przeszedł korekty.
Nowelka jest pewnym smaczkiem dla fanów serii, ale jej poziom jest niestety zbyt niski, by mogła stać się czymś więcej niż tylko elementem kolekcji wyznawców Kazami Mizuho.
Do przyszłej zimy skończę :D
A teraz obiecana recenzja :)
Onegai Teacher: Mizuho & Kei Diary autorstwa pana ukrywającego się pod nickiem Go Zappa.
Zgodnie z posłowiem opowieść miała być nie tyle sfabularyzowaniem anime, co dodaniem kilku epizodów, które z różnych przyczyn nie mogły się znaleźć w serialu. Książka skupia się wokół pary głównych bohaterów, częściowo powtarzając to, co już znamy, a częściowo dopowiadając szczegóły po zapadnięciu kurtyny czy też zmroku.
Nie przeczę, Mizuho bojąca się kota jest naprawdę smacznym kąskiem dla fana serialu. Na pochwałę zasługują również ilustracje - przedstawiające głównie panie. A jednak całości bliżej do fanfiku - i to nie najwyższych lotów - niż do porządnej nowelki. W wielu miejscach przebija fakt, że jest to tłumaczenie z japońskiego. Spora ilość błędów i dziwnych konstrukcji składniowych nasuwa podejrzenie, że tekst nie przeszedł korekty.
Nowelka jest pewnym smaczkiem dla fanów serii, ale jej poziom jest niestety zbyt niski, by mogła stać się czymś więcej niż tylko elementem kolekcji wyznawców Kazami Mizuho.
Subskrybuj:
Posty (Atom)