Zastanawialiście się może kiedyś, co kryje się za niewinnym Szkoda, że Cię tu nie ma, jakże często kończącym listy i pocztówki z wakacji? Szkoda, że tego nie widzisz? Spodobałoby Ci się tutaj? Jeśli tak, jeśli tylko o miejsce/widok/atmosferę (niepotrzebne skreślić) tu chodzi, to dlaczego nie napisać tego wprost?
A więc chodzi o coś innego, o coś więcej. Szkoda, że Cię tu nie ma. => Chciałbym podzielić się z Tobą tym widokiem. => Bez Ciebie nie potrafię się nim cieszyć w pełni. A stąd już tylko jeden krok do tego ważnego, a jednak czasem trudnego: Tęsknię za Tobą.
Jeszcze bardziej skomplikowane i odległe od pierwotnego zdania niż pierwszy przykład? Możliwe. Ale mamy taki dziwny zwyczaj komplikowania spraw, gdy mówimy o rzeczach najprostszych. Jakby to jedno krótkie słowo mogło nas zbytnio odsłonić i narazić na zranienie. To jedno krótkie słowo jak Lubię, jak Potrzebuję, jak - Tęsknię. I dlatego ubieramy je w długie zdania, oplatamy gąszczem innych słów, wśród których tylko serce bliskie naszemu odnajdzie te właściwe, te niewypowiedziane.
A dla wszystkich innych będzie to po prostu kolejna pocztówka z wakacji zakończona sztampowym Szkoda, że Cię tu nie ma.
wtorek, 2 sierpnia 2011
czwartek, 14 lipca 2011
- Tylko szybko, bo na zakazie stoję.
Ot, takie wspomnienie z pracy sezonowej. Przychodziłam wcześniej, żeby pomóc w tym czy tamtym, więc różne sytuacje i osoby napotykałam.
Była taka jedna. Wesoła, rozgadana i ranki zawsze wyglądały tak samo.
Kiedy tylko znajome kroki zaszurały w korytarzu, wszystko szło na bok, bo wiadomo było, że za chwilę wpadnie przez drzwi i zawoła: "Tylko szybko, bo na zakazie". Czasami nawet nie musiała wołać, same śmiałyśmy się: "Zakaz? Zakaz."
Po co o tym piszę? Tak sobie. Bo miłe wspomnienie. I może dlatego, żeby nie pisać o takim jednym, który mnie dzisiaj wkurza swoją postawą. Zero zrozumienia, zero prób porozumienia. Mówi się trudno. Kuchnia też jest wygodna.
Ups, miałam nie pisać ^^
Anyway, znajduję ostatnio perwersyjną przyjemność w pochłanianiu kolejnych tomików Marimite. Dlaczemu perwersyjną?
Bo z jednej strony wiem, że jeszcze tylko 3 części do końca mi zostały (jakieś 300 stron). A z drugiej rzucam się, wciągam nałogowo kolejne rozdziały. Chcę sobie odmówić, żeby na dłużej starczyło, a jednocześnie nie oszczędzam. I to mnie bawi. Ot, perwersja taka.
Zapowiedzi z tylnej okładki potrafią wieeeleee wyjaśnić nawet bez otwierania książki. Przynajmniej mogę zacząć 30 tomik na spokojnie, podejrzewając, po co Sachiko zakuwała i co miała na myśli, mówiąc, że "pali za sobą mosty" (a nie powiem, nerwóweczka była, kiedy czytałam tę scenę).
Tyle na dziś. W głośnikach Groban i Maria-sama no kokoro, na kartce rozkmina kolejnej lekcji japońskiego, a w głowie pusto...
Ot, takie wspomnienie z pracy sezonowej. Przychodziłam wcześniej, żeby pomóc w tym czy tamtym, więc różne sytuacje i osoby napotykałam.
Była taka jedna. Wesoła, rozgadana i ranki zawsze wyglądały tak samo.
Kiedy tylko znajome kroki zaszurały w korytarzu, wszystko szło na bok, bo wiadomo było, że za chwilę wpadnie przez drzwi i zawoła: "Tylko szybko, bo na zakazie". Czasami nawet nie musiała wołać, same śmiałyśmy się: "Zakaz? Zakaz."
Po co o tym piszę? Tak sobie. Bo miłe wspomnienie. I może dlatego, żeby nie pisać o takim jednym, który mnie dzisiaj wkurza swoją postawą. Zero zrozumienia, zero prób porozumienia. Mówi się trudno. Kuchnia też jest wygodna.
Ups, miałam nie pisać ^^
Anyway, znajduję ostatnio perwersyjną przyjemność w pochłanianiu kolejnych tomików Marimite. Dlaczemu perwersyjną?
Bo z jednej strony wiem, że jeszcze tylko 3 części do końca mi zostały (jakieś 300 stron). A z drugiej rzucam się, wciągam nałogowo kolejne rozdziały. Chcę sobie odmówić, żeby na dłużej starczyło, a jednocześnie nie oszczędzam. I to mnie bawi. Ot, perwersja taka.
Zapowiedzi z tylnej okładki potrafią wieeeleee wyjaśnić nawet bez otwierania książki. Przynajmniej mogę zacząć 30 tomik na spokojnie, podejrzewając, po co Sachiko zakuwała i co miała na myśli, mówiąc, że "pali za sobą mosty" (a nie powiem, nerwóweczka była, kiedy czytałam tę scenę).
Tyle na dziś. W głośnikach Groban i Maria-sama no kokoro, na kartce rozkmina kolejnej lekcji japońskiego, a w głowie pusto...
Etykiety:
książka,
light novel,
maria-sama ga miteru,
marimite,
muzyka
poniedziałek, 11 lipca 2011
Maria-sama no kokoro
Miał być post.
Później miało go nie być.
Jeszcze później miał powstać.
Ostatecznie - nie ma go.
Zamiast tego piosenka. Jeden z tych momentów, dzięki którym seria OVA została moją ulubioną częścią animowanego Marimite, dzięki którym znowu mam motywację do nauki języka (żeby kiedyś przeczytać te sceny w nowelce)...
Później miało go nie być.
Jeszcze później miał powstać.
Ostatecznie - nie ma go.
Zamiast tego piosenka. Jeden z tych momentów, dzięki którym seria OVA została moją ulubioną częścią animowanego Marimite, dzięki którym znowu mam motywację do nauki języka (żeby kiedyś przeczytać te sceny w nowelce)...
Subskrybuj:
Posty (Atom)