niedziela, 5 sierpnia 2018

mały klarz

W oryginale było lil fanger. Klarz też się nada. A już na pewno wygląda lepiej od kłarza.

Czym jest rzeczony klarz? Wampirzym dzieckiem, które żywi się - rzecz jasna - ludzką krwią, ale pije tylko z małego palca i potrzebuje trzech siorbów, żeby się najeść. Tak nam wczoraj wyszło - ale ja średnio przytomna, a Leah po cydrze, więc niech nikt nas nie cytuje w publikacjach naukowych.

Właśnie, Leah.
Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności to poznajcie - moja (prawie zupełnie) świeżo adoptowana starsza siostra. Choć właściwie to ja się bardziej zaadoptowana przez nią czuję.
Plus! jej sześcioletni bliźniacy też mnie podobno adoptowali! Ha, to się nazywa zaszczyt!

Tak w ogóle, to dziewczyna jest dowodem tego, że naświetniejszych ludzi znajduje się w najdziwniejszych miejscach. Miejscach, w których raczej nie szuka się przyjaciół. Ba - ja zazwyczaj w ogóle nie wchodzę tam z nikim w interakcję.
Tym razem jednak coś pociągnęło mnie na tyle, żeby napisać.
I tak od maila do maila, od komentarza do komentarza, od twittera do czatu...

MAM STARSZĄ SIOSTRĘ - i to tak przekochaną, że chyba sam Bóg maczał w tej znajomości palce.

Tak, bo Leah jest też dowodem na to, że jak Bóg chce człowieka ukochać przez drugiego człowieka (bo żeby tak bardziej doświadczalno-namacalnie było) - to wykorzysta do tego kogokolwiek, jakkolwiek, kiedykolwiek i gdziekolwiek. I w nosie ma ludzkie pomysły na to co wypada, a co nie.

Tak że ten - klarz i ja idziemy spędzić wieczór w dobrym towarzystwie. Dla odstresowania przed kolejnym tygodniem w pracy, gdzie przerzucają człowieka na nowe stanowisko praktycznie bez przygotowania.

(mam starszą siostrę!!!!!)

środa, 25 grudnia 2013

Modlitwa o czułe dłonie

Bóg przyszedł na świat jako dziecko.
Dziś nauczyłam się, dlaczego.

Kto kiedykolwiek zajmował się dzieckiem, ten wie, że robiąc cokolwiek, trzeba je trzymać pewną ręką. Że nadmierna ostrożność może przynieść więcej szkody niż pożytku. Potrzeba silnych dłoni.

Silnych, ale i czułych.

Takich dłoni, które mimo pewnego chwytu będą delikatne. W których zamknie się cała miłość i troska o maleństwo.

Ale takich dłoni potrzeba nie tylko przy zajmowaniu się dzieckiem.
Potrzeba ich w kontakcie z każdym człowiekiem, a zwłaszcza - z tym kochanym.

Bóg przyszedł na świat jako dziecko, byśmy przebywając z Nim, nauczyli się takich właśnie dłoni.

Każdy człowiek, którego poznajemy, jest darem. Niektórzy jednak - ci, których pokochamy - stają się dla nas prawdziwymi skarbami. Szlachetnymi kamieniami, które potrzebują dłoni silnych - z których nie wypadną i się nie rozbiją - ale i dłoni czułych - które ich nie porysują. Które ich nie zranią.

To moja jedyna modlitwa w te Święta.
Modlitwa o czułe dłonie.

czwartek, 3 października 2013

i jeszcze raz

Bo czasem raz to za mało, a czasem dopiero po razie nastym dociera się do pewnych odkryć.

I tak na ten proszę was przykład - litania.

Kolejny raz odprawiam nowennę z litanią dominikańską. Pierwszy raz człowiek się przez nią czołgał, bo intencja bardzo ważna. Drugi raz - wstyd się przyznać - szukał skrótów i uproszczeń. I dopiero teraz, trochę przez łzy, a trochę pozwalając sobie na uspokojenie tym dość jednostajnym rytmem, odkrycie:

Litania to jedno wielkie wazeliniarstwo!

No bo ja Was proszę. Choćby ta dominikańska. Maryjo, Królowo cudowna. Aniołom podobna. Najśliczniejsze stworzenie. Przyjaciółko niezrównana... Czy to nie jest bezczelne komplementowanie Mateńki, żeby się za nas modliła i uprosiła, co komu tam potrzeba? :)

Odkrycie drugie - litania to jednak lepiej się sprawdza w odmawianiu samemu. Bo - w czasie nabożeństwa - jest rytm, wszyscy razem, więc się w ten rytm włączam, w pewnym momencie - nawet niekoniecznie świadomie - się wyłączam i po prostu lecę, płynę.

A samemu? Mam w myślach intencję, trzymam ją mocno i nagle jedno z wezwań - bum, na temat! No to chwila pauzy, zawieszenia na tym wezwaniu. Może nawet rozwinięcie intencji. Albo. Jest intencja, ale nagle któreś z wezwań przynosi na myśl inną sprawę, innego człowieka. No to tak samo - bach, chwila oddechu, doplatamy go do modlitwy. Wspólnotowo - nie ma szans na ten oddech.

I wreszcie odkrycie trzecie. Najpokorniejsza modlitwa? Taka z naprawdę największym zaufaniem, że Góra wie, czego potrzeba? Zdrowaś Maryjo. Powaga! Prześledźcie sobie Ojcze nasz i policzcie na palcach prośby. Aniele Boży? Pod Twoją obronę?

A teraz jeszcze raz Pozdrowienie anielskie. Długo-dużo ciepłych słów dla Mateńki i dopiero na koniec jedna nieśmiała prośba: Módl się!

No to Amen. Bo ostatnio jest totalnie suteki!