czwartek, 3 października 2013

i jeszcze raz

Bo czasem raz to za mało, a czasem dopiero po razie nastym dociera się do pewnych odkryć.

I tak na ten proszę was przykład - litania.

Kolejny raz odprawiam nowennę z litanią dominikańską. Pierwszy raz człowiek się przez nią czołgał, bo intencja bardzo ważna. Drugi raz - wstyd się przyznać - szukał skrótów i uproszczeń. I dopiero teraz, trochę przez łzy, a trochę pozwalając sobie na uspokojenie tym dość jednostajnym rytmem, odkrycie:

Litania to jedno wielkie wazeliniarstwo!

No bo ja Was proszę. Choćby ta dominikańska. Maryjo, Królowo cudowna. Aniołom podobna. Najśliczniejsze stworzenie. Przyjaciółko niezrównana... Czy to nie jest bezczelne komplementowanie Mateńki, żeby się za nas modliła i uprosiła, co komu tam potrzeba? :)

Odkrycie drugie - litania to jednak lepiej się sprawdza w odmawianiu samemu. Bo - w czasie nabożeństwa - jest rytm, wszyscy razem, więc się w ten rytm włączam, w pewnym momencie - nawet niekoniecznie świadomie - się wyłączam i po prostu lecę, płynę.

A samemu? Mam w myślach intencję, trzymam ją mocno i nagle jedno z wezwań - bum, na temat! No to chwila pauzy, zawieszenia na tym wezwaniu. Może nawet rozwinięcie intencji. Albo. Jest intencja, ale nagle któreś z wezwań przynosi na myśl inną sprawę, innego człowieka. No to tak samo - bach, chwila oddechu, doplatamy go do modlitwy. Wspólnotowo - nie ma szans na ten oddech.

I wreszcie odkrycie trzecie. Najpokorniejsza modlitwa? Taka z naprawdę największym zaufaniem, że Góra wie, czego potrzeba? Zdrowaś Maryjo. Powaga! Prześledźcie sobie Ojcze nasz i policzcie na palcach prośby. Aniele Boży? Pod Twoją obronę?

A teraz jeszcze raz Pozdrowienie anielskie. Długo-dużo ciepłych słów dla Mateńki i dopiero na koniec jedna nieśmiała prośba: Módl się!

No to Amen. Bo ostatnio jest totalnie suteki!

niedziela, 15 lipca 2012

Diabeł. Autobiografia

Trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, ale Pan powiedział: "Wystarczy ci mojej łaski."

Więc nosząc Bożą obrożę, co jakiś czas pociągam za smycz, żeby upewnić się, że ta sama mocna Ręka wciąż ją trzyma. Że nie jestem sama ani w słońcu, ani w deszczu, ani w nocy, ani w dzień.

Więc postaw przy mnie Zastęp, otocz mnie swoją skrzydlatą armią, by ten, którego stworzyłeś doskonalszym, lecz mniej ukochałeś niż mnie, nie miał do mnie przystępu.

Bo bez Ciebie... to już nie to samo.

poniedziałek, 14 maja 2012

Nihon-no Ojisan

Mam wujka z Japonii.
Tak jakby.
Chyba właśnie postanowił wpaść z wizytą.
Co mnie wcale, ale to wcale nie cieszy.

Wujek nazywa się Hashimoto, a po polsku: przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie tarczycy.

A tłumacząc z polskiego na nasze:
mój układ odpornościowy [UO] dostał kręćka, uznał że tarczyca to ciało obce i odstawia partyzantkę, atakując ją czym się da. Tarczyca stwierdza, że w takiej sytuacji to jej się nie opłaca pracować i zamyka biznes, a przynajmniej zmniejsza produkcję, żeby zmylić UO co do swojego stanu. A że rzeczona jest dość ważnym dilerem paru smakowitych hormonów, to reszta organizmu zaczyna strajk z powodu ograniczonej dostępności towaru. Strajk, jak to zwykle bywa, mobilizuje siły zbrojne - UO zaczyna atakować naszą biedną tarczycę i koło się zamyka.

Wujek (na razie potencjalny, bo więzów krwi jeszcze nie potwierdziliśmy ;) ) generalnie cały czas kręci się w pobliżu (ot taki upierdliwy krewny) i wystarczy go karmić hormonkami, żeby był cicho.
Czasami jednak wujek zaczyna za mną tęsknić i postanawia o sobie przypomnieć.
A skutki?

Obniżony nastrój (czasami dość mocno), bezwład, nijakość, nicniechciejstwo.
Albo wręcz przeciwnie: drażliwość, wściekanie się czy płacz o byle co.

Po co opowiadam o wujku?
Bo chyba właśnie postanowił wpaść z wizytą.

Zwykle staram się żyć pozytywnie (bo przecież ktoś musi z tym uśmiechem zostać - prawda, PaniMiszczyni? ^^) - ale czasami przez wujka brakuje tego powera.
Więc wybaczcie, jeśli czasem zignoruję Was na gg, odpiszę na maila po dłuższym czasie czy zapomnę o jakiejś sprawie - widocznie stawiam się do pionu przed czymś ważniejszym. Przypomnijcie się po prostu :)
I okażcie ciutkę cierpliwości - w czerwcu pan doktor przyjrzy się sprawie i jeśli to rzeczywiście wujek H., to podkręcimy to i owo, żeby znowu przycichł. :)



Zastanawiałam się, czy powinnam pisać tę notkę. Ostatecznie uznałam, że jednak tak. Bo wiem, że zrozumiecie.